wtorek, 15 grudnia 2015



Boję się otworzyć lodówkę.


Grudzień rządzi się własnymi prawami.
Rodzice mieli wypadek samochodowy. Nic nikomu się nie stało, na szczęście. Ale grudzień znowu pokazał, na co go stać.
Mam pomysł na przetrwanie tego przekletego miesiąca.
Owine się folią bombelkową i nie będę wychodzić z łóżka, o!


Keep calm and nie drap!


Chemobrain to podstępna sucz.
Próba wypisywania papierków i dokumentów to wyższa szkoła jazdy. Potrzebuję trzy razy więcej kopii niż gotowych, poprawnie wypełnionych wniosków.
A to się zagapię i napiszę zły adres na kopercie.
A to wsadzę nie to zamówienie do nie tej koperty.
A prezent dla przyjaciółki pomylę ze wzorami na bransoletki.
Nie ogarniam.
Do tego okulary na nosie ewidentnie mnie wkurzają.

Jak tu żyć?

A port znowu się pierdoli.
Powinni mi przepisać leki uspakajające. A na noc zakładać kaftan bezpieczeństwa.
Bo, przysięgam, pewnej nocy nie wytrzymam z bólu i swędzenia, i wezmę skurwiela wydrapię.
Jak nie chcą mi go usunąć operacyjnie to sama sobie poradzę. Łyżką lub pazurami, o!