piątek, 4 grudnia 2015



No i znowuż, grudniowa mało zabawna zabawa...


Zmuszonam.
Przymuszonam.
Szukam wyjścia z sytuacji, a póki co...
Za namową Anuka i z jej ogromnym wsparciem (kocham Cie, Mała!) powstała ta oto zrzutka:
https://zrzutka.pl/5rwv7t

Wolałabym na te pieniądze uczciwie zapracować, ale leżąc w szpitalu nie mam najmniejszej możliwości, aby to uczynić :(

Pomóżcie, podawajcie dalej...
Nie po to wszyscy razem walczymy z moim przebrzydłym rakiem, żeby pokonała nas szara rzeczywistość!

Ogromnie dziękuję za każde miłe słowa, za wsparcie psychiczne i finansowe.
Ogromnie wiele to dla mnie znaczy!


Grudniowe przekleństwo.


Zeszłoroczny grudzień był przejebany.
Ten ma apiracje, aby go przebić.
Ja już trzy tygodnie w szpitalu. I nie wiadomo, kiedy wyjdę.
Port do usunięcia.
TK rzecze, że niby jakaś gigantyczna torbiel siadła mi na jajnik.
Poza tym, porównując wyniki do lutego, mamy stabilizację.
A już przecie wiecie, że mnie to wcale nie satysfakcjonuje...
I martwią mnie powiększone węzły chłonne przy nerkach i sercu.
Mama jest po dwóch komisjach lekarskich, stara się o rentę. ZUS nie odpowiada. Czyli kasy jakiejkolwiek zero.
Tata znowu zapalenie nerek.
A do tego jego zakład pracy ogłosił upadłość.
Całe szczęście w nieszczęściu, że jest na L4 i mamy trochę czasu na reakcję.
Jak nic nie wykombinujemy to nie wiem, z czego się utrzymają.
Nie umiem się zebrać do kupy.
Płakać mi się chce... A juz nawet do tego nie mam siły :(