sobota, 21 listopada 2015



Poskromienie wampirzycy

W szpitalu najgorsze są dwie rzeczy:
A) Próba obudzenia mnie. Pierwsza jest o 5:00 - przychodzi lekarka i próbuje rozmawiać. Druga o 6:00 - salowe sprzątają. Trzecia o 7:00 - pielęgniarki pobierają krew. Czwarta o 8:00 - śniadanie. Jeżeli nawet wytrwam do czwartego podejścia to o 9:00 definitywne wstawanie - poranna wizyta.
B) O 22:00 już wszystkie panie z sali gonią mnie do gaszenia światła. A po ciemku nie umiem (jeszcze) wyplatać. Więc biorę się za czytanie.

Rano wszyscy się ze mnie śmieją. Że tak długo śpię. I do tego chrapię.
Jakoś nikt do tej pory, NIKT, nie zauważył, że nie śpię w dzień.
Pewnie nie odnotowali tego w pamięci, bo... Przespali ten fakt.

Tak. Mam przejebane.

A port chyba se jaja robi. Ze mnie i z lekarzy.
A tak se postanowił spuchnać, bo nikt go do tej pory nie zauważał.
Chyba czuję się pominięty. I strzela fochem.

A w ogóle to pokochałam dzierganie na krośnie.


To jest awwwww!!!

Idę poczytać, bo wszyscy już śpią. A ja jeszcze kawę piję...  ;)