wtorek, 10 listopada 2015



Bo Raciborska to jest zło, co dobro czyni!


No. Wróciłam. Z onkologii.
Chemii dalej brak, bo się porcik buntu buntu.
W piątek powrót, tym razem już na leżakowanie.
Dostałam antybiotykiem.
Jak zadziała na mojego loco porto to dalej lecimy z chemią.
Ja nie zadziała to port idzie out i won, a ja będę się opalać na radioterapii.
Kuźwa, nigdy nie lubiłam solarium... ;)
No i jakiś posiew z porto loco mają robić. A jak się pojawi, nie dajcie Bogowie!, gorączka to w trymiga na pogotowie.
Nie ma problemu, do szpitala mam bliżej niż do sklepu ;)
Ale wolałabym ominąć ten dział zabawy.
Porto loco napiernicza jak wściekły (a Gacek właśnie szczeka i prycha na gołębia, co usiadł sobie na parapecie), ssem pyralginkę.
A w ogóle to tomografia ostatnia twierdzi, iż w wątrobie nekroza sieje zniszczenie wśród alienów, muahaha!
Dorobiłam się nawet 'licznych zwapnień' (szkielety obcych? ;p).
Nie chcę się cieszyć i zapeszać radością, ale...
Yhym.
Dobry humor welcome back! :)
To idę sobie entuzjastycznie powyszywać, hopsa!