poniedziałek, 30 listopada 2015

Tęczowy, kurwa, Most


Na początku miesiąca Rafał.
W piątek pani Marysia.
Dzisiaj się dowiedziałam, że Beatka, moja suczka, również.
Wszyscy uciekają mi z tego świata.
Urządzamy salową stypę.
Są ciastka, sernik, paluszki, Oshee, energetyk i nawet frytki.
Siedzimy i wspominamy.
Bo wszystkie z sali Beatkę znałyśmy... Ale tylko mnie nazywała swoją suczką.
Boli.

piątek, 27 listopada 2015

Nie tak miało być.


Miał być wesoły post.
O tym, że doszły kosmetyki od Kingi (PinkRook - szukać na yt) i teraz cała nasza sala lata po szpitalu z krwiscie czerwonymi ustami.

Ale wyszło inaczej.
Siedzimy wszystkie pod salą Pani Marysi. Leżałam z nią na sali jakoś w sierpniu, mimo dużej różnicy wieku zaprzyjaznilysmy się.
Ja byłam wnusią, ona babcią.
A pani Marysia nas zostawia... Jedną nogą już jest po drugiej stronie.
I nie wiem: dobrze to czy źle?
Może w końcu przestanie cierpieć.
Ale i tak smutno.
I źle.
I nawet moja niewierząca współlokatorka się złamała i idealnie trafiła w temat:
'Panie Boże, jeśli istniejesz, za co kazesz ludziom tak cierpieć? Źle to wymyśliłeś, bardzo źle...'
Oj. Źle.

środa, 25 listopada 2015

Fantasmagoria!


Pisałam Wam, jak zajefajne mam towarzyszki na sali.
Dzisiaj pękła bańka mydlana.
Wszystkie są na psychotropach. Poza mną.
Dobrze to o mnie świadczy. Czy może źle?
Czy na prawdę tak ciężko jest przeżyć raka bez psychicznych dopalaczy?

Wsysam książki stadnie. Bo port boli i nie daje nawet pomachac za dużo łapami.
Szukam nowej ofiary do wyssania z niej literek, muahaha! ]:->
(Coraz bliżej nowy tom przygód Mordimera Madderdina! Nie mogę się doczekać!)

wtorek, 24 listopada 2015

Dyskonkologia


Północ.
A my tu pasjanse, czekolada i hektolitry Oshee (substytut alkoholu).
Śmiejemy się, chichramy.
Przychodzi pielęgniarka.
'Co się tu dzieje?! Spać, dziewczyny!'
Druga pigułka ze zmiany, po pół godziny, szuka koleżanki po salach...
Zastała ją ze mną w łóżku. Ogladalysmy dresy na allegro.
Kuźwa. Przeraża mnie to, że czuję się tu jak w sanatorium.
Tylko port dalej napierdala o.O

sobota, 21 listopada 2015

Poskromienie wampirzycy

W szpitalu najgorsze są dwie rzeczy:
A) Próba obudzenia mnie. Pierwsza jest o 5:00 - przychodzi lekarka i próbuje rozmawiać. Druga o 6:00 - salowe sprzątają. Trzecia o 7:00 - pielęgniarki pobierają krew. Czwarta o 8:00 - śniadanie. Jeżeli nawet wytrwam do czwartego podejścia to o 9:00 definitywne wstawanie - poranna wizyta.
B) O 22:00 już wszystkie panie z sali gonią mnie do gaszenia światła. A po ciemku nie umiem (jeszcze) wyplatać. Więc biorę się za czytanie.

Rano wszyscy się ze mnie śmieją. Że tak długo śpię. I do tego chrapię.
Jakoś nikt do tej pory, NIKT, nie zauważył, że nie śpię w dzień.
Pewnie nie odnotowali tego w pamięci, bo... Przespali ten fakt.

Tak. Mam przejebane.

A port chyba se jaja robi. Ze mnie i z lekarzy.
A tak se postanowił spuchnać, bo nikt go do tej pory nie zauważał.
Chyba czuję się pominięty. I strzela fochem.

A w ogóle to pokochałam dzierganie na krośnie.


To jest awwwww!!!

Idę poczytać, bo wszyscy już śpią. A ja jeszcze kawę piję...  ;)

piątek, 20 listopada 2015

Końca nie widać...!

No. W końcu, po ponad roku siedzenia w szpitalach, odkryłam, jak się obsługuje łóżka!
I sobie siedzę jak na leżaku, nóżkami fikam w powietrzu. I dziergam. O tak.


Nawet nie wiem, jak i kiedy zmyknęło mi pięć dni.
Siedzę, bawię się koralikami, czytam, gawędzę z otoczeniem...
Kobietki na sali mam fajne. Symbioza na maksa.
W takich warunkach da się wytrzymać ;)

Wparowuję do zabiegówki.
Ja: Wpadłam na smarowanko budaprenem.
Pigułka: Kleju nie mamy...
Ja: ...? 
Pigulka: Swojego nie oddam!
Yhym. Chodziło mi o budapirazol ;)

czwartek, 19 listopada 2015

Rzeźnia!

Pielęgniarka robiła mi dodatkową dziurę, w sensie, że wentyl zakładała.
Wbija się w dłoń - ni chu chu, żyła uciekła.
Podejście numer dwa, w zagieciu łokcia.
Sukces.
Pigułka okleja mnie, wyciera, wtem korek z wentyla zrobił hopsa i odpadł.
Reakcja pielęgniarki?
'O KURWA!' ;D
Pół gabinetu zalane. Hihi.
Ktoś mi tu marudził, że mam niedrożne żyły? ;)

Tomografia zrobiona.
Leżakuję dalej i czekam na jakiś ciekawy werdykt.
A w międzyczasie trzaskam bransoletki ;)
Dużo koralików!!!


I czytam. Do trzeciej nad ranem O.o

wtorek, 17 listopada 2015

Coraz bliżej koraliki..!


Hopsa!
Chyba uda się ocalić port, ha!
Oglądał mnie chirurg (uwielbiam gościa :D) i się wziął i wkurwił. Gdyż moje zapalonko wzięło się z nieumiejętnego wkuwania się. I stąd, że miałam jedna igłę po siedem dni... Powinny być po pięć. Teraz będę pilnować, o!
Nakazał masowanie maścią.
No i potas mi spadł.
Pomidorówka needed!
A w ogóle jutro przyjeżdżają do mnie rodzice. Z 64 paczkami koralików.
Ekstaza! Jaram się jak dzidzi!
A w ogóle w końcu się wyspałam ;)
Szpital ma swoje plusy.
Hopsa!
A w ogóle 'Szklany Tron' w czytaniu. Polecam :D

poniedziałek, 16 listopada 2015

sobota, 14 listopada 2015

wtorek, 10 listopada 2015

Bo Raciborska to jest zło, co dobro czyni!


No. Wróciłam. Z onkologii.
Chemii dalej brak, bo się porcik buntu buntu.
W piątek powrót, tym razem już na leżakowanie.
Dostałam antybiotykiem.
Jak zadziała na mojego loco porto to dalej lecimy z chemią.
Ja nie zadziała to port idzie out i won, a ja będę się opalać na radioterapii.
Kuźwa, nigdy nie lubiłam solarium... ;)
No i jakiś posiew z porto loco mają robić. A jak się pojawi, nie dajcie Bogowie!, gorączka to w trymiga na pogotowie.
Nie ma problemu, do szpitala mam bliżej niż do sklepu ;)
Ale wolałabym ominąć ten dział zabawy.
Porto loco napiernicza jak wściekły (a Gacek właśnie szczeka i prycha na gołębia, co usiadł sobie na parapecie), ssem pyralginkę.
A w ogóle to tomografia ostatnia twierdzi, iż w wątrobie nekroza sieje zniszczenie wśród alienów, muahaha!
Dorobiłam się nawet 'licznych zwapnień' (szkielety obcych? ;p).
Nie chcę się cieszyć i zapeszać radością, ale...
Yhym.
Dobry humor welcome back! :)
To idę sobie entuzjastycznie powyszywać, hopsa!

poniedziałek, 9 listopada 2015

Coraz bliżej Święta, coraz bliżej Święta... Hopsa!

Tylko proszę się tu ze mnie nie śmiać!
Już sama z siebie się śmieję.
W zeszłym roku z Martą (haftowany-blog.blogspot.com) się zapierałyśmy nogami i rękami przed wzorami świątecznymi. W tym roku nam obu odbiło :P
Zaczęłam pierwszy z czterech planowanych haftów.
Zrobiłam już osiem bombków.
I chcę więcej!
Wczoraj śpiewałam już nawet kolędy. I nawet 'Listy do M' już w tym roku zaliczyłam.
Oczekiwanie jest tak cudowne, aaach!


A jutro znowu onkologia.
Chemia pod znakiem zapytania. Chyba znowu mam zapalenie portu :( Boli i puchnie :((((
Będziemy znowuż siedzieć kilka godzin na najnieulubieńszych fotelach na świecie.
Nie, takie oczekiwanie nie jest fajne..!

piątek, 6 listopada 2015

Defekt mózgu


Wkurwiam się na raka, że zabiera mi znajomych.
Na kogo mam się wkurwić, gdy znajomy z rakiem sam sobie odbiera życie?
Tzw. eutanazja po polsku, sznur i krzesło.
Szanuję jego decyzję.
I, może to podłe z mojej strony, ale jakoś nawet nie jest mi specjalnie smutno.
Jak może być mi smutno, gdy przyjaciel zrobił to, czego chciał?
Jestem nienormalna.

Haftowanie choinek mi wybitnie nie wychodzi.
A chciałam porobić takie zajefajniste prezenty. Jest jeszcze czas, może uda mi się bardziej ogarnąć wenowo.
Siedzę całe dnie i nic nie robię. Może chociaż bym powyszywała łaskawie?
A pfr.

A w ogóle robią mi się zaległości społecznościowe.
Czytam wszystko, co do mnie piszecie.
Tylko jakoś mało rozmowna się zrobiłam.
Wybaczcie.
Kiedyś wrócę.

czwartek, 5 listopada 2015

wtorek, 3 listopada 2015

Okołologicznie

6:00 - pobuuudka!
6:30 - Krzyś podwozi mnie na przystanek, gdzie czeka już na mnie Mamuskowata.
6:45 - łaskawie przyjeżdża autobus
7:30 - wysiadamy i ruszamy do szpitala
7:45 - Mamuskowata zajmuje kolejkę do sekretariatu, ja do punktu pobrań
8:40 - zostałam zarejestrowana, czekam na pobranie krwi
10:00 - pobrali mi krew! W końcu mogę jeść! :-D
12:20 - no i po wizycie u lekarza, czekamy na wyniki krwi, bo gdzieś przepadły...
14:00 - przyszły wyniki krwi, alat szaleje, chemii nie będzie.
16:15 - docieram do domku...


Tak oto bezowocnie i bezproduktywnie spędziłam wczorajszy dzień.
Dzisiaj wpierdaling mode on. Aż postanowiłam wygenerować galaretę z kurczakiem.
Mniam. I niskokaloryczne. I dużo białka.
I dużo jej.
Dużo jedzonka!
Om nom nom..!

poniedziałek, 2 listopada 2015

Kici kici!


Siedzę przed tv.
Piję rozkosznie pyszną cappuccino. I gadam z Gackiem.
Czekamy na Kawalera.
Kot tuli się do moich nóg. Obkleja mi twarz sierścią.
W kuchni bulgocze w garczkach zapowiedź obiadu.
A tu już jutro znowu na onkologię.
Gacek przekrzywia łepek, jakby mówił 'No kurwa nie żartuj!'.
Serio serio.

niedziela, 1 listopada 2015