piątek, 30 października 2015



Nocą, gdy nie śpię, wychodzę choć nie chcę...


Zastanawiam się.
Męczy mnie, jak to jest zrobione.
Jak to jest tak, że budzę się, gdy nastaje mrok. Że chcę wyjść z domu, gdy wszyscy już powoli zalegają w łóżkach.
O jak ja kocham ciemność!
Noce. Te ciepłe i te chłodne.
Te duszne i te ze śniegiem pod butami.
Te jasne z pełnią i, jeszcze bardziej, te ciemne z nowiem w tle.
Jestem taka sama jak inni.
Tylko nigdy nie bałam się ciemności.
Bo słońce jest nieco przereklamowane.
I siedzę na ławce, chłonę wspomnienie wczorajszej wizji, gadam z aniołem i...
...i...
...i chyba jestem spokojna.
Jakoś tak.
Odeśpię to wszystko w dzień.
Znowu pogonię z sali pięciu odwiedzających moją współlokatorkę.
Bo to, rwa, szpital jest.
Tu się śpi za dnia.
A w nocy harcuje ;-)