poniedziałek, 26 października 2015



Księżniczka, kurwaaa...


Dalej siedzę w swojej wieży, po korytarzu latają smoki w białych kitlach. Białe zjawy śledzą mnie nawet w tutejszym parczku.

Pięćdziesiąt drzewek, namiastka lasu, a w dziwny sposób uspokaja moje skotłowane nerwy.
Gołębie, zuchwalce, lądują mi nawet na kolanach, gdy siedząc na ławce pochłaniam kolejny tom opowieści o aniołach. Jeden usiadł na oparciu ławki, a na moje pytanie 'Co tam, skrzydlaty?', odpowiada słodkim 'Gruchuuu!'. Wiewiórka nawet się znalazła. I cztery koty.
I ból paskudny, że żadnego z nich nie mogę pogłaskać.
Drzewa. Robią cichutkie 'szumiszuuuum', delikatnie pukają nagimi gałęziami w cień szyb, gdy odliczam dni do końca. A końca nie widać, bo nie było jeszcze nawet początku...

Niby więzienie, ale jednak szpital.
Niby szpital, ale jednak więzienie.
Zamykam oczy na krzyk, zatykam uszy na płacz.
Nie dam się zgasić.
Idę pogadać z gołębiem.