wtorek, 13 października 2015



Awantura o wlos


Wstałam z rana.
Pomyślałam o wszystkim, co się dzieje od półtora roku.
Wróciłam mentalnie do siebie sprzed dwóch lat.
Miałam wtedy pracę i warkoczyki sięgające tyłka. Latałam po imprezach, barach, znajomych i próbach zespołu.
Byłam dzika, niezależna, wredna i pozbawiona skrupułów. No dobra.
Trochę ciepła też we mnie się tliło. Ale tylko troszkę.
Do czego zmierzam?
Pomyślałam: 'Jakby okazało się, że mam raka to chyba bym się zalamala, poddała i strzeliła sobie w leb'.
Chwila chwila. Przecież okazało się, że mam raka. I się nie załamałam. Nie poddałam. Stało się coś wręcz przeciwnego.
Uparłam się, że przeżyję skurwiela.
Obiecałam sobie, że wrócę dawna ja.
Ludzie, jak ja patrzę na swoje zdjęcia z tamtego okresu!
Jaka ja byłam piękna! Skrząca, dumna, silna!
A nikt tego nie widział. Nawet ja sama tego nie widziałam.
Paradoksalnie to teraz najczęściej słyszę, że siedzi we mnie blask.
Ze skrzę przy każdym spojrzeniu i migoczę przy każdym uśmiechu.
Słyszę, że jestem silna.
Nie, moi Drodzy.
Teraz jestem zahartowana (w ogniu i bólu, determinacji i zwątpieniu, w mroku i mgle).
Prawdziwie silna byłam wtedy, gdy to się zaczęło.
Wtedy było najgorzej.
Teraz to już tylko kwestia przyzwyczajenia.
Jak to się dzieje, że tyle we mnie wiary i optymizmu?
Po pierwsze - wieloletnia praca nad sobą. Serio. Wierzcie mi.
Miałam to w sobie zawsze.
Tylko okoliczności się zmieniły.
Dziesiątki książek psychologicznych, praca nad swoimi wadami, szukanie swoich silnych punktów.
Moim ulubionym cytatem był:
"Zmień się, zanim będziesz musiał." i "Osoba, która twierdzi, że coś jest niemożliwe nie powinna przeszkadzać osobie, która właśnie to robi."
No i się zmieniłam, zanim musiałam.
Gdybym tego nie zrobiła to nie wiem, czy mielibyscie dzisiaj kogo czytać ;)
Charakter to nie kwestia przypadku.
Charakter tylko w części dziedziczymy i tylko w części ksztaltujemy nieświadomie.
W ogromnej mierze nasz charakter zależy od nas samych.
Chcesz być silny?
Bądź.
Po prostu.
To łatwiejsze, niż się wydaje :-)
Swoją drogą - odkryłam już dawno temu, że najskuteczniejsza jestem na pełnym wkurwie.
Im bardziej wkurwiona jestem, tym lepiej mi idzie zdobywanie celów.
Muszę się bardzo wkurwić, bo posiadanie raka mnie już... Wkurwia.
Tak. Moją główną wadą jest wulgarność.
Klnę tak, że aż szewc się chowa zawstydzony pod stołem.
Próbuję to zmienić. Tfu. Próbowałam.
Aż Kawaler powiedział:
"Jesteś tak cholernie seksowna, gdy się wkurwiasz... Ale odłóż już ten nóż."
:D
Coby notka nie była zbyt ciężka semantycznie (cokolwiek to znaczyło), czas na anegdotkę prosto z domu czubkow. Czyli nas ;-)
Siedzim przed tivikiem.
Kawaler okrywa się kocem wtem... Wyciąga z koca dluuuugasny włos.
Kawaler - Kto u Ciebie był?!
Ja - Chyba u Ciebie!
K - Zawsze wolalaś dlugowlosych!
No i foch obustronny. Ja wiem, że u mnie nikogo nie było, więc ktoś musiał być u niego. On wie, że u niego nikogo nie było, więc ktoś musiał być u mnie.
Włos wylądował na ziemi.
Foch ciągnął się kilka minut.
Kawaler zaczął szukać owego włosa. Na czworakach na całym odcinku duży pokój - łazienka.
No to ja zaczęłam go szukać pod ława.
Spotkaliśmy się oboje na czworaka, zetknely się nasze spojrzenia...
I wybuchlismy śmiechem.
Pierdolic jakistam włos.
A potem odkryliśmy istnienie mojej peruki...