poniedziałek, 5 października 2015



Prostota żywota.


Pachnący papier toaletowy.
Proste, a tak poprawia humor!
Wyssałam Gemzar w trybie 'na miejscu', wpadłam na oddział wytulić Babuśkę, czyli współlokatorkę z ostatniego gnicia w szpitalu, pożartowałam z Doktorkiem, o mało nie zlinczowałam kobiety probujacej się wepchać przede mnie do kolejki, z masą bólu oderwałam opatrunek z portu po wlewie, ugotowałam wyjątkowo smakowitą pomidorówkę.
Zjadłam pół czekolady.
I dostałam znowu sterydy.
Bo krwinki białe uciekają, a wątroba nie chce się regenerować.
Będzie dużo jedzonka potrzebne
Szykuje się dużo gotowania ;-)
Leżę kopytkami do góry i chłonę ulgę płynącą z odpoczywających nóżek.
Nowe buty needed.
Zeszłoroczne robią mi kuku. Nóżki puchną i cierpią.
Ale za to ta ulga przy ich zdejmowaniu!
Ekstaza, kurwa, ekstaza!
Jakie życie bywa proste i piękne.
Jutro zaczynam akcję 'przetwory z pieczarek'. (oby nie skończyło się akcją 'pokłon przed panem klopem i umieranko')
Jeszcze Kawaler nienawidzi grzybów wszelakich.
Będzie zachwycony, jak zobaczy trzy kilogramy grzybolów w słoikach, hihi!
A moja A. też będzie miała grzybusia!
Na razie siedzi w słoiku, tfu!, brzuszku. Już nie mogę się doczekać, aż Go poznam!
Wyswatamy Go z naszą planowaną Lilką i w końcu będziemy prawdziwą rodziną ;-)
Jaki ten świat jest cudownie piękny!
Chłonę, chłonę,  chłonę!