sobota, 31 października 2015



Mgliście


Z mgłą mam podobne ekscesy, co z nocą.
Lubię, skubaną.
Ale tylko w ciemności, w świetle gwiazd, gdy pieszczotliwie otula moje nogi swoim miękkim welonem.
I tylko, gdy nie mam na nosie okularów.
Mgła przypomina, jak niefajnie jest widzieć wszystko za mgłą.
Rozumiecie, mam nadzieję, o co mi chodzi?
Yhym, latam w okularach!
I nie lubię nie widzieć, gdy widzieć powinnam.
A już jutro odlecę do domu.
Btw. Strasznie nie lubię, gdy ludzie wydają z siebie za dużo dźwięków.
Współlokatorka moja jest stanowczo zbyt wielodzwiękotwórcza.
Przy jedzeniu sapie, mlaska i robi 'mmmhm', potrafi se też pierdnąć z przytupem (także w trakcie jedzenia). Za każdym razem, gdy jej się odbija, mam wrażenie, że się dusi. A teraz właśnie stęka siedząc na kiblu.
Do tego naduzywa wyrazów 'o Jezu' i 'o Boze'.
Niby taka święta, a nie pamięta o drugim przykazaniu...
Ale o świętości jeszcze kiedyś napiszę. Jak się do tego zbiorę.
I, wierzcie mi, w tym pokoju to ona jest marudna, nie ja ;)))
Idę spać.
Domek domek domek jutro domeeek!

piątek, 30 października 2015



Nocą, gdy nie śpię, wychodzę choć nie chcę...


Zastanawiam się.
Męczy mnie, jak to jest zrobione.
Jak to jest tak, że budzę się, gdy nastaje mrok. Że chcę wyjść z domu, gdy wszyscy już powoli zalegają w łóżkach.
O jak ja kocham ciemność!
Noce. Te ciepłe i te chłodne.
Te duszne i te ze śniegiem pod butami.
Te jasne z pełnią i, jeszcze bardziej, te ciemne z nowiem w tle.
Jestem taka sama jak inni.
Tylko nigdy nie bałam się ciemności.
Bo słońce jest nieco przereklamowane.
I siedzę na ławce, chłonę wspomnienie wczorajszej wizji, gadam z aniołem i...
...i...
...i chyba jestem spokojna.
Jakoś tak.
Odeśpię to wszystko w dzień.
Znowu pogonię z sali pięciu odwiedzających moją współlokatorkę.
Bo to, rwa, szpital jest.
Tu się śpi za dnia.
A w nocy harcuje ;-)

czwartek, 29 października 2015



Niech wszystko spłonie!


Miałam wizję.
Moje oczy oglądały, jak cudownie ten szpital płonie, jak wybucha każdy pokój z osobna.
Karmiłam swoje zachłanne oczęta tym widokiem.
I rozkwitł mój złowieszczy śmiech.
A płomienie, jak wielkie czerwone kwiaty, rozkładały swe płatki w oknach, dokonując aktu zniszczenia.
Czułam powiew gorąca na twarzy.
Czułam zapach zgliszczy.
Wszystko rozmyło się w trzy sekundy.
Kiedyś zapomnę, jak wygląda onkologia od środka.
Ale nigdy nie zapomnę o tym, że chciałam zapomnieć.

środa, 28 października 2015



Chemiczna biblioteka


Czytam. Jak opętana.
Dużo.
Bo co innego tu robić?
Urządzamy popołudniowe kawki na korytarzu. Wesoło jest.
Śmiejemy się, bawimy, zapominamy.
Rozmowy przerywa zwykle 'E! Kroplówka ci się skończyła!'.
Trzeci worek chemii.
Udało się, wyjdę w niedzielę, jupiii!

poniedziałek, 26 października 2015



Księżniczka, kurwaaa...


Dalej siedzę w swojej wieży, po korytarzu latają smoki w białych kitlach. Białe zjawy śledzą mnie nawet w tutejszym parczku.

Pięćdziesiąt drzewek, namiastka lasu, a w dziwny sposób uspokaja moje skotłowane nerwy.
Gołębie, zuchwalce, lądują mi nawet na kolanach, gdy siedząc na ławce pochłaniam kolejny tom opowieści o aniołach. Jeden usiadł na oparciu ławki, a na moje pytanie 'Co tam, skrzydlaty?', odpowiada słodkim 'Gruchuuu!'. Wiewiórka nawet się znalazła. I cztery koty.
I ból paskudny, że żadnego z nich nie mogę pogłaskać.
Drzewa. Robią cichutkie 'szumiszuuuum', delikatnie pukają nagimi gałęziami w cień szyb, gdy odliczam dni do końca. A końca nie widać, bo nie było jeszcze nawet początku...

Niby więzienie, ale jednak szpital.
Niby szpital, ale jednak więzienie.
Zamykam oczy na krzyk, zatykam uszy na płacz.
Nie dam się zgasić.
Idę pogadać z gołębiem.

piątek, 23 października 2015



Spacerniak


Aniele boży, strożu mój, siedzisz nad fontanną, chociaż wokół szaleje chłód.
Podkulasz zmarznięte stopy, skrzydła ci lekko z zimna drżą.
Rude liście lecą. Złoty deszcz.
Włosy, rude, lecą też. A ja chcę zatańczyć z drzewami na wietrze!
Pytają wszyscy wokół 'Dlaczego ja?!'.
Ja nie zapytam, bo ja wiem.
Kto by niósł na onkologii śmiech i radość, gdyby nie ja?
Ktoś musi uśmiechać się i tańczyć, dzielić się światłem i wiarą.
Ktoś musi dać przykład, że tak można.
Że można śmiać się mimo wszystko!
Cieszcie się mną, póki tu jestem.
Niedługo opuszczę ten cholerny szpital.
I już nigdy do niego nie wrócę.
Nie, nie wierzę w to.
Ja to wiem <3
W końcu skończy się ten koszmarny sen.
I nadejdzie czas na spokojne życie, z dala od lekarzy.
Czuję, że to już bliżej niż dalej :-)

środa, 21 października 2015



Jak wyżej


Wpada pielęgniarka na wieczorne rozeznanie.
Gorączka jest?
Stolec był?
Waga?
Triada trudnych pytań. Odpowiadanie przy obcych mierzi mnie.
A jak na złość u współlokatorki ciągle jakieś odwiedziny.
Dzień trzeci w szpitalu.
Wątroba się uspokoiła.
Jutro tomografia.
W razie mojej śmierci do odbioru dokumentacji upowazniam...
Wpisuję 'jak wyzej'.
Na wszystkie te pytania najchętniej odpowiedzialabym 'Spiszcie se z ostatniego wypisu. Ja go nie dostalam, więc pewnie kwitnie u was.'.
Czytam książki. Zatracam się.
Pogoda dopisuje bibliofilom.
Chociaż wolę czytać w skwerku na ławce.
Chemii ani widu ani słuchu.
Uciekła. Wystraszyła się.
Pewnie rzygała jak kot po naszym ostatnim spotkaniu.
Ciekawe, czy też łysieje?
Włosy w ogólnym nieładzie. Fryz na Edwarda ze Zmierzchu.
Zwiewają mi z czachy.
Są wszędzie.
W zupie i w dupie, na poduszce i na bluzce, na kocyku i na języku, i w oku i na szlafroku (nawet nie moim, bo się do torby nie zmieścił),  w soku też. Nawet w kawie i na ławie. Wszędzie.
Śledzą mnie, mówię Wam!

poniedziałek, 19 października 2015



Że jakieś wyróżnienie czy coś... :-P

No.
Utknelam na onkologii, że w szpitalu.
Ale chemii póki co nie będzie, bo wątróbka urządziła sobie imprezę alatowo-aspatową i będą mnie płukać.
Na szczęście dożylnie tudzież doportowo, a nie igłą przez żebra ;-)
Leżę dopiero dwie godziny, a już tęsknię za gotowaniem (i mam ochotę na pierogi!) i dwa razy zwiałam z sali.
Bo ja taka Lucynka wędrowynka i Lusia szwędusia ;-)
Nie dam się przywiazać do łóżka!
Pospałabym, ale sublokatorka ciągle ma gości, a głupio mi tak przy obcych chrapać ;-)



Anuk szaleje i rzucił
a mi wyróżnieniem Liebster :-P
Na blogu hafcikowym już kilka razy to robiłam, ale tu jeszcze nie było. Dlatego lecim z pytaniami od Ani :-)

1. Gdybyś musiała zacząć pisać innego bloga, o jakiej by był tematyce?
Mam już drugiego bloga, hafcikowego :-) I trzeciego, dla członków sojuszu z Clash of Kings (uzależnionam od tej gry! :-P).
Ale tak serio serio chciałabym popisać o swoim mieście. Historię ma niesamowitą, stare jak diabli. Troszku znam się na jego historii, bo swego czasu zajęłam drugie miejsce w konkursie wiedzy o Żorach... A od tamtej pory sporo się doedukowałam :-P
No i mogłabym opisać Żory ze swoich snów. Moje miasto zawsze śni mi się tak samo, znam je jak własną kieszeń, chociaż jest zupełnie inne niż w rzeczywistości. U rodziców z balkonu widać na przykład trawnik, na którym pasą się dzikie słonie i żyrafy. A czasami nie można wyjść z klatki, bo lwy wędrują pod blokiem.
A za Kauflandem jest ogromny, cudowny park.
Na jawie wydaje się to dziwne, ale jak zasypiam to ta miejska dziczyzna jest całkiem normalna ;-)
Nie wspomnę o tym, że od lat śniło mi się, że mamy tramwaje, które są darmowe. A u rodziców pod blokiem jest przystanek.
Po wielu wielu latach otworzono darmową komunikację miejską. Początkowo nie było przystanków w pobliżu rodziców, aż... Pewnego dnia postawili dwa nowe przystanki, dokładnie w tych miejscach, gdzie mi się śniło, że są :-D Co śmieszne - tramwaje w moich śnie od wielu lat już jeżdżą trasą, którą od półtora roku rzeczywiście kursują autobusy ;-)

2. Historia z dzieciństwa której do tej pory się wstydzisz/która do tej pory Cię śmieszy (do wyboru)...
O Bogowie. Tylko jedna? :-P
Miałam z cztery-pięć lat.
Pojechaliśmy do Wałcza, rodzinnego miasta mojego taty. Szliśmy jakaś uliczką pełną wystaw. Ktoś rzucił 'patrz, jaki motyl!' i wskazał na witrynę sklepu.
Spojrzałam na wystawę, tam trzydziestocentymetrowy motyl. Ja w ryk!
Ktoś zapomniał, że bałam się motyli.
Balonów (takich osobowych) też się bałam.
I w ogóle chyba miałam agorafobię ;)))

3. Gdy byłaś dzieckiem, chciałaś być .... co dzisiaj myślisz na ten temat?
Lekarzem!
Miałam bzika na punkcie serialu 'Dr. Quinn'. Uczyłam się bardzo dobrze, łeb też miałam dość chłonny... I się uparłam. Byłam wierna swoim marzeniom aż do drugiej klasy liceum. Wtedy dowiedziałam się o istnieniu na studiach zajęć na prosektorium. I wymiękłam.
Później zamarzyło mi się zostanie pisarką. I tak zostało do dziś ;-)
Może gdybym nie stchórzyła to dzisiaj bym pisała o raku oczami lekarza? ;-)

4. Książka/film lub wydarzenie, które wpłynęło na Twoje dorosłe życie.
Książka - słynny 'Sekret'. Ogólnie stek bzdur, ale zainteresował mnie aspektem pozytywnego myślenia ;-)
Film - 'Efekt Motyla'. Pokazał mi, że każde wydarzenie i każde zachowanie ma swoje konsekwencje.
Wydarzenie. Hm.
Chyba rozstanie z pierwszym chłopakiem. To uczyniło mnie bardziej samolubnym stworzeniem. Co jest bardzo, bardzo pozytywne. Wcześniej byłam w stanie zrezygnowac z siebie byle tylko zadowolić płeć przeciwną. A teraz? Ni chuja :-P
No i w ogóle zrobiłam się silniejsza, twardsza, wredniejsza, mniej uległa.
Teraz biorę z życia to, co chcę, a nie tylko to, co ktoś chce mi dać. O!

5. Złapałeś  złotą rybkę, ale jest jakaś nie teges i spełnia tylko jedno życzenie. Co to za życzenie?
Świat bez chorób przejdzie?
A jeśli nie - zdrowie dla wszystkich moich bliskich.
A jeśli i to nie chce przejść to chociaż zdrowie dla mnie samej...

6. "Lepiej żałować tego co się zrobiło niż tego, czego się nie zrobiło" - jedno rzecz w życiu której żałujesz, że zrobiłaś lub nie zrobiłaś.
Anuk chce dostać kopa :-P
Żałuję, że po studiach obcielam włosy na krótko. A były, skubane, aż do tyłka.
W sumie... Co za różnica.
Znowu łysieję na potęgę.
Żałuję, że poszłam na studia na filologię czeską. Z perspektywy czasu filologia hiszpańska/słowacka/bułgarska byłaby bardziej w moim typie. Tylko z drugiej strony na studiach poznałam super ludzi...
To może... Żałuję, że dość lekko podeszlam do tematu zdawania na prawo jazdy. Prawko by się przydało.
Teraz nie ma kasy na takie fanaberie.

7. Gdybyś musiała wybrać - jaką postacią z kreskówki/komiksu byś była?
Poison Ivy z Batmana. Bez wątpienia :-P
Odtracona przez Batmana, kocha go i nienawidzi jednocześnie. Mocno związana z naturą. Mściwa i pozbawiona skrupułów.
A jej pocałunek może zabić... Albo uleczyć.
Skomplikowane to. Osoby znające komiks zrozumieją ;-)



8. Co nakręca Cię do działania?
Wkurw, zemsta, chęć udowodnienia, że potrafię.
A im bardziej coś zdaje się nieprawdopodobne, niemożliwe i nierealne do wykonania... Tym pewniej ja się tego podejmę :-D

9. Bez czego nie mógłbyś/mogłabyś się obyć? (rzecz materialna)
Telefon.

10. Opisz lub pokaż jak wygląda twój wymarzony dom (możesz korzystać z obrazów z internetu).
Bez słów i komentarzy teraz ;p







11. Wrzuć 3 obrazki (zdjęcia, grafiki, gify), które określają twój charakter.





To teraz nomimacje.

Jeżeli komuś z Was podobają się pytania i chcecie na nie odpowiedzieć - nie widzę przeciwwskazań! Tylko pochwalcie się w komentarzach!

Do zabawy zapraszam:
1. Anuk - niby nie można nominować osoby, która nas nominowała, ale obie uwielbiamy odpowiadać na pytania. A do tego Ania jest jedną z najbliższych mi osób i chcę poznać jej odpowiedzi. Nie musisz już nikogo nominować... Poza mną! :D
2. Matram - kolejna z najbliższych moich znajomych :)
3. Illumineuse - ogólnie nie bawi się w takie rzeczy, ale może chociaż odpowie na moje pytanka? :)
4. Ela - moja była sąsiadka, żona superkumpla z dzieciństwa, szwagierka mojej najlepszej przyjaciółki, a do tego cudownie ciepła osóbka :)))
5. Rybenka - uwielbiam jej bloga!
6. PinkRook - oglądam jej vloga nałogowo! Razem studiowalysmy czeski... Dziwi mnie strasznie, że wcześniej się nie skumałyśmy. Wiem, że ma masę innych tematów do poruszenia w filmikach, ale może skusi się na ujawnienie kilku tajemnic? ;)
7. Ula K. - bardzo ciepła, miła Ulusia, która wspiera mnie na każdym kroku!
8. Karolina - bardzo zdolna hafciarka, polecam jej bloga :)))
9. Na Marginesie Życia - kolejna z moich czytelniczych manii!
10. Karolina - czytamy!
11. A Troll odpowiada w komentarzach :D

No to teraz bójcie się! Moje pytania brzmią:
1. Każdy z nas ma wadę, która uważa za zaletę. Jaka jest Twoja?
2. Jakie jest Twoje najstarsze wspomnienie?
3. Każdy ma jakiegoś bzika... Wymień jedną rzecz materialną, którą bardzo bardzo bardzo byś chciała mieć :)
4. Wygrywasz w konkursie wycieczkę w wymarzone miejsce. Gdzie jedziesz i dlaczego akurat tam? Zdjęcia mile widziane ;)
5. Podobno każdy ma jakieś kompleksy, a o gustach i ideałach się nie dyskutuje... Jak chciałabyś wyglądać? Jak byś się ubierała? Kogo uważasz za idealnie pięknego? Zdjęcia mile widziane :)))
6. Zostajesz zaproszona do restauracji na full wypas obiad. Mają wszystko, co tylko sobie wymyślisz, ale... Nie posiadają kart dań. Co zamawiasz na przystawkę, danie główne i deser? Co popijasz do posiłku? I pamiętaj - nie Ty płacisz ;)))
7. Rytuały codzienności. Jaki jedt Twój najdziwniejszy rytuał? :D
8. Wyobraź sobie, że nadchodzi koniec świata.
Nieboskłon pękł na pół i z powstałej dziury na Ziemię wychodzą wszystkie stworzenia, jakie ktokolwiek kiedykolwiek wymyślił.
Po ulicach ganiają centaury, zalecając się do jednorożców, a pegazy patrzą na to z politowaniem. Gdzieś w zaułku wampir poluje na wilkołaka, na dachu siedzi banshee i drze się w niebogłosy.
No istna rozpierducha.
Tylko Ty możesz uratować świat... Ale w tym celu musisz zaprzyjaźnić się z jedną z błąkających się tu istot. Możesz też wymyslić swojego stworka, bo jak tylko go sobie wyobrazisz to zejdzie on z dziury w niebie.
Kogo wybierasz? Dlaczego akurat jego?
9. Jaka byłaby Twoja ukochana praca? Co uwielbiasz robić i warte jest tego, by inni Ci za to płacili?
10. Wynaleziono translokator. Jedt to urządzenie, które może przenieść Ciebie i Twoich znajomych w dowolne miejsce i czas. Możesz go używać wielokrotnie, ale tylko przez osiem godzin. Gdzie lecisz, z kim, co robisz?
11. Trafiasz w ręce naukowca-szalenca. Testuje na Tobie swój nowy wynalazek i... Pyk! Stajesz się superbohaterem! Jakie masz moce? Jaka jesteś? Co robisz?

O jejku, sama chętnie bym odpowiedziała na takie pytania :D

Jestem dumna z siebie, udało się! :D

wszystkie grafiki pochodzą z Googla ;)

wtorek, 13 października 2015



Awantura o wlos


Wstałam z rana.
Pomyślałam o wszystkim, co się dzieje od półtora roku.
Wróciłam mentalnie do siebie sprzed dwóch lat.
Miałam wtedy pracę i warkoczyki sięgające tyłka. Latałam po imprezach, barach, znajomych i próbach zespołu.
Byłam dzika, niezależna, wredna i pozbawiona skrupułów. No dobra.
Trochę ciepła też we mnie się tliło. Ale tylko troszkę.
Do czego zmierzam?
Pomyślałam: 'Jakby okazało się, że mam raka to chyba bym się zalamala, poddała i strzeliła sobie w leb'.
Chwila chwila. Przecież okazało się, że mam raka. I się nie załamałam. Nie poddałam. Stało się coś wręcz przeciwnego.
Uparłam się, że przeżyję skurwiela.
Obiecałam sobie, że wrócę dawna ja.
Ludzie, jak ja patrzę na swoje zdjęcia z tamtego okresu!
Jaka ja byłam piękna! Skrząca, dumna, silna!
A nikt tego nie widział. Nawet ja sama tego nie widziałam.
Paradoksalnie to teraz najczęściej słyszę, że siedzi we mnie blask.
Ze skrzę przy każdym spojrzeniu i migoczę przy każdym uśmiechu.
Słyszę, że jestem silna.
Nie, moi Drodzy.
Teraz jestem zahartowana (w ogniu i bólu, determinacji i zwątpieniu, w mroku i mgle).
Prawdziwie silna byłam wtedy, gdy to się zaczęło.
Wtedy było najgorzej.
Teraz to już tylko kwestia przyzwyczajenia.
Jak to się dzieje, że tyle we mnie wiary i optymizmu?
Po pierwsze - wieloletnia praca nad sobą. Serio. Wierzcie mi.
Miałam to w sobie zawsze.
Tylko okoliczności się zmieniły.
Dziesiątki książek psychologicznych, praca nad swoimi wadami, szukanie swoich silnych punktów.
Moim ulubionym cytatem był:
"Zmień się, zanim będziesz musiał." i "Osoba, która twierdzi, że coś jest niemożliwe nie powinna przeszkadzać osobie, która właśnie to robi."
No i się zmieniłam, zanim musiałam.
Gdybym tego nie zrobiła to nie wiem, czy mielibyscie dzisiaj kogo czytać ;)
Charakter to nie kwestia przypadku.
Charakter tylko w części dziedziczymy i tylko w części ksztaltujemy nieświadomie.
W ogromnej mierze nasz charakter zależy od nas samych.
Chcesz być silny?
Bądź.
Po prostu.
To łatwiejsze, niż się wydaje :-)
Swoją drogą - odkryłam już dawno temu, że najskuteczniejsza jestem na pełnym wkurwie.
Im bardziej wkurwiona jestem, tym lepiej mi idzie zdobywanie celów.
Muszę się bardzo wkurwić, bo posiadanie raka mnie już... Wkurwia.
Tak. Moją główną wadą jest wulgarność.
Klnę tak, że aż szewc się chowa zawstydzony pod stołem.
Próbuję to zmienić. Tfu. Próbowałam.
Aż Kawaler powiedział:
"Jesteś tak cholernie seksowna, gdy się wkurwiasz... Ale odłóż już ten nóż."
:D
Coby notka nie była zbyt ciężka semantycznie (cokolwiek to znaczyło), czas na anegdotkę prosto z domu czubkow. Czyli nas ;-)
Siedzim przed tivikiem.
Kawaler okrywa się kocem wtem... Wyciąga z koca dluuuugasny włos.
Kawaler - Kto u Ciebie był?!
Ja - Chyba u Ciebie!
K - Zawsze wolalaś dlugowlosych!
No i foch obustronny. Ja wiem, że u mnie nikogo nie było, więc ktoś musiał być u niego. On wie, że u niego nikogo nie było, więc ktoś musiał być u mnie.
Włos wylądował na ziemi.
Foch ciągnął się kilka minut.
Kawaler zaczął szukać owego włosa. Na czworakach na całym odcinku duży pokój - łazienka.
No to ja zaczęłam go szukać pod ława.
Spotkaliśmy się oboje na czworaka, zetknely się nasze spojrzenia...
I wybuchlismy śmiechem.
Pierdolic jakistam włos.
A potem odkryliśmy istnienie mojej peruki...

poniedziałek, 12 października 2015



Wszystko na raz


Idzie jesień.
Wróć.
Jesień idzie, ale w pizdu. Za oknem pada śnieg.
A u mnie jesienna niedeprecha.
Siedzieliśmy sobie z Kawalerem nad rachunkami, w weekend zrobiliśmy zakupy, a wczoraj wieczorem się smialiśmy.
Z czego?
Zostały nam trzy stówki, z tego dwie na karcie kredytowej, do dziesiątego listopada.
O dziwo! Żadne z nas nie rozpacza, nie panikuje, śmiejemy się tylko.
W zamrażarce mam z osiem kilo mięsa, w komórce z dwadzieścia kilogramów ziemniaków, kilkanaście słoików z przetworami... Z głodu nie umrzemy :-D
Na szczęście jest jeszcze szansa na zwrot kosztów leczenia z Fundacji.
Tragedii nie ma.
Bo jesteśMY.
MY.
Najważniejsza jednostka na świecie :-)
Pogodnie.
Ciepło.
Jest nadzieja na wygrzebanie się z długów.
I, w końcu!, Kawaler przyznał mi rację - lepiej kupić domek niż mieszkanie :)
Ale to jeszcze z pięć lat, zanim się stanie.
A ja już się cieszę!
Będę miała swoją marchewkę! :-D
Chce mi się znowu wszystkiego.
I nie wiem, czy iść powyszywać czy poklepać kolczyki ;-)

czwartek, 8 października 2015



A mi się chce!

Mijały dni ciepło i przyjemnie. Niestety przed chwilą zostałam zmuszona do łyknięcia pierwszej od dwóch tygodni kodeiny.
Kiszki mi się chcą skręcić. Wywinąć.
Pogrzebać mnie żywcem.
Ale ja nie o tym chciałam ;-)

W sobotę wypelzlam ze szpitala. Zaraz potem pobieglam do sklepu po paprykę.
Kilka godzin później już tkwila zamarynowana w słoikach.
W niedzielę kolejne zakupy i dwudaniowy obiad.
W poniedziałek cały dzień w Katowicach na kolejnym wlewie chemii.
We wtorek mama przyniosła pieczarki. Cały dzień je marynowalam.
W środę ozdabialam słoiki z przetworami.




Tadadaaa!
Po czym zaliczyłam strasznie dołującą rozmowę.

Bohaterowie rozmowy:
Ja - lat 27, zraczona i świeżo po chemii, dzieci brak, za to dwa koty na karku. Plus Jeszcze Kawaler i chata niemal 80 metrów kwadratowych do ogarniania w chwilach wolnych od skręcania się po szpitalu.
Magda - lat 26, nie pracuje, mieszka z chłopakiem, dzieci nie posiadają, zwierząt też nie, mieszkanie 48 metrów kwadratowych.

M - Lucyyyś! Zrobilabyś mi kilka słoików na zimę?
L - Hehe. Sama nie umiesz?
M - No nie umiem. Zrobisz? Zapłacę.
L - Tydzień temu też jeszcze nie umiałam nic marynować. Ucz się, na starość jak znalazł.
M - Ale ja nie mam czasu. A jak nam czas to wolę jakiś film obejrzeć.
L - Paprykę kroilam oglądając 'Gre o Tron', nie widzę przeszkód...
M - Ale siedzisz całe dnie w domu, masz mnóstwo czasu i takie śliczne te Twoje słoiczki!
L - A Ty nie siedzisz w domu? Znalazłaś pracę?
M - Nie no, siedzę, ale jeszcze cały dom do posprzatania, nie mam kiedy.
L - Wiesz, że mamy prawie dwa razy większą chatę od was?
M - Ale Tobie się chce. A mi nie.

Kwintesencja.
'Tobie się chce'

Ciągle to słyszę, na każdym kroku.
Nie wstyd Wam, zdrowym?
Szukacie wymówek, aby nic nie robić, na nic nie macie czasu, nic Wam się nie chce.
A to ja mam skrócony czas przydatności. Przed Wami całe życie 
Kiedy Wam się będzie chciało?
Za dwadzieścia lat?
Ruszcie dupy sprzed komputera czy telewizora.
Wyjdzcie do ludzi.
Na spacer.
Gdziekolwiek.
Bo może przyjść dzień, że będzie się Wam chciało... A juz nie będziecie mogli.

Żółć wylana.
Jeśli chociaż jedno z Was wyjdzie dzisiaj z domu to osiągnęłam sukces, a skręcanie kiszków nie pójdzie na marne.
Hopsa!

poniedziałek, 5 października 2015



Prostota żywota.


Pachnący papier toaletowy.
Proste, a tak poprawia humor!
Wyssałam Gemzar w trybie 'na miejscu', wpadłam na oddział wytulić Babuśkę, czyli współlokatorkę z ostatniego gnicia w szpitalu, pożartowałam z Doktorkiem, o mało nie zlinczowałam kobiety probujacej się wepchać przede mnie do kolejki, z masą bólu oderwałam opatrunek z portu po wlewie, ugotowałam wyjątkowo smakowitą pomidorówkę.
Zjadłam pół czekolady.
I dostałam znowu sterydy.
Bo krwinki białe uciekają, a wątroba nie chce się regenerować.
Będzie dużo jedzonka potrzebne
Szykuje się dużo gotowania ;-)
Leżę kopytkami do góry i chłonę ulgę płynącą z odpoczywających nóżek.
Nowe buty needed.
Zeszłoroczne robią mi kuku. Nóżki puchną i cierpią.
Ale za to ta ulga przy ich zdejmowaniu!
Ekstaza, kurwa, ekstaza!
Jakie życie bywa proste i piękne.
Jutro zaczynam akcję 'przetwory z pieczarek'. (oby nie skończyło się akcją 'pokłon przed panem klopem i umieranko')
Jeszcze Kawaler nienawidzi grzybów wszelakich.
Będzie zachwycony, jak zobaczy trzy kilogramy grzybolów w słoikach, hihi!
A moja A. też będzie miała grzybusia!
Na razie siedzi w słoiku, tfu!, brzuszku. Już nie mogę się doczekać, aż Go poznam!
Wyswatamy Go z naszą planowaną Lilką i w końcu będziemy prawdziwą rodziną ;-)
Jaki ten świat jest cudownie piękny!
Chłonę, chłonę,  chłonę!

sobota, 3 października 2015



O czym się marzy w szpitalu?

Wyszlam. Serio, wyszłam!
Od razu wykorzystalam tatuska i pojechaliśmy na zakupy :-D 


A, muszę się pochwalić, słoiczki z któregoś z ostatnich postów są iście wyborne ;-)
Umiem marynowac paprykę, ha!
Od poniedziałku będą pieczarki za 5zl kilo, więc pewnie z dwa kilogramy też zamarynuję :-)
Przyznaje się bez bicia - pokochalam gotowanie.
Ciężko mi bez niego.
Ledwo stojąc na nogach, mając w sobie trzy litry czystego gemzaru z fluorouracylem, ganiam po kuchni z porcjami mięska do mrozenia, warzywek do obrania, rozgarniajac przywiezione z piwnicy rodziców słoiki na przetwory :-)
Zawsze o tym marzyłam. Żeby mieć na zimę spizarke pełną przetworów!
I jeszcze najchętniej przykryłabym je serwetkami, albo wyszyla im etykietki, cokolwiek, żeby było pięknie i domowo.
Albo chociaż poukładać te pełne pyszności słoiki w wiklinowym koszu. Niech zdobią nasz domek!

Promocja w Kauflandzie na paprykę bardzo mi się podoba. Kupiłam trzy i pół kilograma. I kupię takich porcji jeszcze ze dwie! Kocham marynowaną paprykę, na zimę perfekcyjny pomysł :-)
A jutro zmajstruje rosołek. I pieczeń rzymską,  hehe, znowu :-)
Ciężko mi było na początku, jeszcze rok temu, coś majstrowac przy garach, bo nie miałam ani garow ani siły, ani tym bardziej warunków do gotowania (dalej na samą myśl o kuchni w poprzednim mieszkaniu mam dreszcze).
Ale teraz już wiem, co lubimy jeść. I wiem, że idzie zrobić coś zdrowo, tanio i szybko :-)
Myślę nad zamrazarka. Taka wielką, sklepową.
Ileż można by zaoszczędzić na mrożeniu warzyw!
Teraz mam do rozparcelowania dwa kalafiory... I nie wiem, gdzie je upchne. A żal było nie kupić. Trzy złote sztuka.
A pół kilo mrozonego to piątka.
A ja kocham kalafiora :-D
I przyznaje się, że polubiłam brokuły. Też musiałabym trochę ich zamrozić.
I jeszcze kilka pęczkow zieleniny. Póki jest.
I paprykę. Pieczarki. Marchewkę. Pietruszkę. Selera. Pora. Cukinie (duuuużo cukini!).
Chcę mieć dużo warzywkow.
Chociaz dużo to pojęcie względne.
Od jakiegoś miesiąca zjadam prawie pół kilograma samych warzyw na dzień.
Zero śmieci.
Walczymy z chorobskiem nawet przez żołądek!
Kurcze.
Skurowiłam się domowo na maksa.
Uwielbiam to, uwielbiam!
Ciekawe, kiedy zacznę sama piec chleb.
Podejrzewam, że to już tylko kwestia czasu...  ;-)
Ach. Zapomnialabym.
Stworzylam przepis na idealne, zdrowe, ciasteczka owsiane.
Już jutro będą pichcily się w piekarniku.
Na poniedziałek.
Bo znowu Katowice, chemia i, kuźwa, dzień bez krojenia i ciachania.
Nie chcę.
Nie dajecie mi biegać, tańczyć ani pić!
Pozwólcie mi chociaż gotować!
:-D

piątek, 2 października 2015



Klątwa dnia piatego


Ja się serio trzymam dobrze.
Nawet humor dopisuje...
Dopóki nie nadejdzie piąty dzień leżakowania.
I mi się nie chce, i mam dość, i płakać mi się chce, i mordować mi się chce.
I ja chcę już końca.
Ale nie tylko szpitala.
Chcę normalnie żyć.
I ugotować coś dobrego najbliższym.
Szczawiowej! Zjadłabym szczawiowej!
Niech to się już skończy...

czwartek, 1 października 2015



Normalnie to jest nienormalne!


Siedzę na szpitalnym korytarzu, czekam aż zagotuje mi się w czajniku woda na kawę.
Przechodzi chłopak z sali obok, znamy się już z rok i po raz kolejny wyladowalismy na salach obok siebie.
- Sorry Luca, ale zaraz moja pani przyjdzie i mi chuja urwie, jeśli zobaczy, że z Tobą gadam. Zazdrosna o ciebie jest. Strasznie.

Z wyrazem szoku absolutnego (Zazdrość? O mnie?! Moje ego zostało mile polechcone, ha!), przyroslam do krzesełka. Obok przejechala pielęgniarka pchajaca wózek z panem.

- Tylko niech pan nie mówi, że pan coś jadł, bo Panu TK nie zrobią!
- Ale ja jadłem!
- Ale oni nie muszą o tym wiedzieć!

Szaleństwo od rana.
Uh...